Masz wybór. Dbamy o to już 20 lat.

Jesteś tutaj: Strona główna Najciekawsze artykuły o konkurencji Cyfra bliska zera

Cyfra bliska zera

Cyfryzacja telewizji naziemnej w Polsce to wojna, której wynik jest z góry znany: wygrają ci, którzy są na rynku od dawna.

Wojciech Surmacz

Ksiądz i dwaj rabini trafili do jednego przedziału pociągu relacji Warszawa - Kraków. Katolicki duszpasterz nawet się ucieszył, że posłucha na żywo mądrości judaizmu. Ponieważ rabini przez całą podróż milczeli, rozczarowany zapytał tuż przed stacją: - No, i gdzie te wasze słynne rabinackie dysputy? Na co jeden z indagowanych odparł ze śmiertelną powagą: - On wie wszystko, ja też. Nie ma o czym gadać. Tym dowcipem ludzie z TVN i Polsatu kwitują próby podjęcia tematu cyfryzacji telewizji naziemnej. Nie chce im się strzępić języka, bo dla nich wszystko jest jasne od dawna: albo podział rynku na ziemi pod ich dyktando, albo wojna o rząd dusz polskich telewidzów rozstrzygnie się w niebie (czyli na platformach satelitarnych), gdzie już zajęli pozycje strategiczne.

Jest o co walczyć: w ubiegłym roku wydatki na reklamę telewizyjną wyniosły prawie 10 mld zł. Po ucyfrowieniu telewizji analogowej trudno nawet oszacować wzrost tej kwoty. Więcej dostępnych kanałów to więcej pieniędzy dla nadawców - do tego dojdą abonamenty kanałów płatnych, usługi dodane, np. interaktywne zakupy czy bankowość (telebanking). Gra toczy się więc nawet o 20 mld zł, które będą do wzięcia za kilka lat.

Telewizja cyfrowa to obraz świetnej jakości, stereofoniczny dźwięk i brak zakłóceń. Satelitarna odmiana nadawana jest z nadajników umieszczonych w kosmosie. Kablowa za pomocą kabla w ścianie. Naziemna - drogą powietrzną z masztów nadawczych. Pierwszą odbieramy za pomocą talerzy i czarnych skrzynek (tzw. set top boxy). Drugą za pomocą samych czarnych skrzynek. Do odbioru trzeciej wystarczą zwykłe anteny, ale czarne skrzynki też są potrzebne. Tego ostatniego rodzaju cyfrówki jeszcze w Polsce nie ma, bo nie posiadamy tzw. multipleksów, na których ma się opierać nowy porządek w eterze. Multipleks to sygnał radiowy, który na jednej częstotliwości może pomieścić nawet dziesięć cyfrowych kanałów telewizyjnych. Cyfryzacja telewizji naziemnej, czyli odpalenie multipleksów, spowoduje, że dzięki antenie umieszczonej za oknem będziemy mogli oglądać tych programów kilkadziesiąt (dziś w analogu na jednej częstotliwości może nadawać tylko jedna stacja, dlatego w całym kraju bez podłączenia do kablówki czy talerza na dachu możemy oglądać zaledwie kilka programów ogólnopolskich). Ale do cyfryzacji prędko nie dojdzie, bo nikt w Polsce nie wie, jak to zrobić.

Albo raczej nie chce wiedzieć, bo nad regulacjami prawnymi związanymi z cyfryzacją telewizji naziemnej kolejne rządy pracują w Polsce od jedenastu lat. Bez efektu. Jedynym podmiotem, który zajmuje się sprawą, jest Urząd Komunikacji Elektronicznej. Według oficjalnego stanowiska prezes UKE Anny Streżyńskiej sygnał analogowy zostanie w Polsce wyłączony w 2012 roku. Pierwsze dwa multipleksy mają ruszyć w przyszłym roku i powinny być wypełnione programami bezpłatnymi. Trzeci jest jeszcze w powijakach i może wystartuje za dwa lata. Te uruchomione w 2009 roku mają zachęcić Polaków do przejścia na cyfrę, zanim nastąpi całkowite wyłączenie sygnału analogowego. Na pierwszym ma pojawić się już istniejąca w eterze oferta, czyli obok trzech programów TVP także Polsat, TVN, TV4 i TV Puls. Ale tylko telewizja publiczna i TV Puls wyrażają chęć wejścia na platformę naziemną. TVN i Polsat przedłużają procedury prawne, bo domagają się szczególnych względów i ochrony swojej pozycji na rynku przed zachodnimi gigantami. - Nikogo nie zmuszamy. Jeśli nie będzie chętnych, oddamy pierwszy multipleks w całości TVP - bagatelizuje Anna Streżyńska. Bo tak naprawdę to drugi multipleks ma być lokomotywą rewolucji cyfrowej. Problem w tym, że wizja UKE co do jego zawartości rozmija się z propozycjami nadawców. Urząd widziałby na nim bezpłatne kanały, które mogliby zaoferować nowi gracze na ogólnopolskim rynku, także zagraniczni. Nieoficjalnie wiadomo, że do jego obsadzenia zgłosiły się już Radio Maryja z TV Trwam i TV Puls z dwoma kanałami - informacyjnym i filmowym. Tak czy owak, na drugim multipleksie pozostają jeszcze miejsca wolne, bo TVN i Polsat wbrew założeniom Streżyńskiej chcą tam wejść z płatnymi kanałami i to najlepiej w standardzie HDTV, czyli telewizji wysokiej rozdzielczości. Streżyńska zaś płatne kanały zgadza się umieścić dopiero w trzecim multipleksie.

Do porozumienia pomiędzy polskim oligopolem telewizyjnym i UKE raczej nie dojdzie. Strategia sojuszu Polsatu i TVN kompletnie nie pasuje do planów Streżyńskiej. Dwaj nadawcy prywatni proponują współfinansowanie zaopatrzenia Polaków w czarne skrzynki (koszt około 2 mld zł). W zamian chcieliby dostać wraz z TVP po multipleksie na wyłączność. Dopuszczają ponoć nawet oddanie ewentualnego czwartego multipleksu w ręce TV Puls pod jednym wszakże warunkiem: właścicielem stacji nie będzie News Corporation, lecz Agora (o sprzedaży TV Puls przez właściciela News Corporation Ruperta Murdocha Agorze mówi się w branży coraz głośniej). Dodatkowo chcieliby dostać od UKE gwarancję, że do 2012 roku nie wejdzie do kraju żaden zagraniczny koncern medialny. Prawdopodobnie obawiają się niemieckiego koncernu Bertelsmann, właściciela telewizyjnej RTL Group. - Nie chcą, żeby konkurencja zbyt szybko weszła na rynek - mówi tylko Anna Streżyńska, nie komentując stanowiska nadawców. Szefowa UKE nie wchodzi w przepychanki z oligopolem, bo ją interesuje jak najszybsze odpalenie multipleksów.

Doświadczenia europejskie pokazują bowiem, że bez tego do pełnej cyfryzacji naziemnej w ogóle może nie dojść. Tak jak w Niemczech, gdzie takie tuzy jak Sat1, Pro7 i ZDF w ogóle nie wchodzą na platformy naziemne, gdyż mają zaledwie 10-proc. udział w rynku. Reszta należy głównie do telewizji satelitarnej. Z kolei w Danii aż 90 proc. telewizyjnego rynku zdominowały kablówki, więc cyfryzacja naziemnych nadajników niewiele tam zmieni.

Komisja Europejska zażyczyła sobie od wszystkich członków UE zaprzestania nadawania sygnału analogowego do 2012 roku. Polska - z uwagi na trwający od lat impas w tej materii - jako jedyna w Europie została potraktowana ulgowo i dostała czas do końca 2014 r. Szefowa UKE przyznaje jednak: "Ryzyko, że to wszystko runie, jest duże". Telewizyjny pat w Polsce może potrwać jeszcze kilka lat, bo komercyjni nadawcy będą skutecznie dezorganizować pracę nad cyfryzacją. A wtedy naziemna cyfra umrze śmiercią naturalną, bo w 2012 czy 2013 roku nikt już jej nie będzie chciał oglądać. - W całej Europie rynek telewizji naziemnej szybko się kurczy. Im później ruszy w Polsce naziemne nadawanie cyfrowe, tym trudniej będzie przekonać do niej widzów - martwi się Andrzej Zarębski, przewodniczący rady nadzorczej POT, spółki reprezentującej Polsat i TVN w cyfrowych rozmowach z UKE.

Ale Zarębski martwi się tylko na pokaz, bo nadawcy, których interesy reprezentuje, od dawna są przygotowani na fiasko cyfryzacji telewizji naziemnej. Według ich prognoz w przyszłym roku już tylko 30-35 proc. gospodarstw domowych w Polsce będzie oglądać telewizję z anten naziemnych; od lat ten udział systematycznie spada po kilka punktów procentowych rocznie. Za cztery lata może się okazać, że w eterze zostaną tylko ci, których nie będzie stać na opłacanie abonamentu kablówki czy satelity. Milion, może dwa miliony najuboższych gospodarstw domowych. A czy tacy widzowie mogą być atrakcyjni dla prywatnych nadawców i reklamodawców?

Już dziś 4 z ok. 11 milionów gospodarstw domowych odbiera sygnał cyfrowy w kablu i na satelicie. Cyfra+, najstarsza telewizja satelitarna, ma ponad milion abonentów. Polsat Cyfrowy odpalony w 1999 roku przekroczył 2 mln. Platforma "n", która należy do TVN - 0,5 mln. Liczba abonentów rośnie o 10-20 proc. rocznie. Do tego dochodzi telewizja internetowa (IPTV - cyfrowa oczywiście), satelitarne plany TP SA (zapowiedziała stworzenie własnej platformy) i przewidywane w przyszłym roku uruchomienie przez TVP czwartej platformy satelitarnej w Polsce. - Polski rynek telewizyjny przeniesie się z ziemi na orbitę okołoziemską - prognozuje Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji.

A na ziemi zostanie kilka milionów Polaków bez dostępu do telewizji.

Wojciech Surmacz, współpraca Jacek Romanowic © Newsweek Polska